Moja historia ze zdjęciami – czyli jak i dlaczego zostałam fotografem? Autor: Anna Pabijańczyk

Skąd się tu wzięłam i dlaczego akurat fotografia? Co skłoniło mnie do tego, żeby zająć się tym pełnowymiarowo? I dlaczego warto robić to, co lubi się najbardziej?

Dzisiaj opowiem Wam o swojej fotograficznej przygodzie! W końcu bardzo często ktoś mnie pyta o to, kiedy zaczęłam i jak to w ogóle wygląda? Jak znaleźć czas na wszystko, jak pogodzić to z codziennymi obowiązkami i wreszcie… kiedy warto postawić na jedną kartę? Zdradzę Wam dziś swoje tajemnice!

Początki początków, czyli jak zacząć i nie zwariować?

Zdjęcia zaczęłam robić w wieku 16 lat, najpierw kombinowałam z cyfrówką, a w wieku 18 lat zdecydowałam się na pierwszą lustrzankę! To były czasy słabych aparatów w telefonach, więc możliwości były nieco inne. Szkoła foto – zastanawiałam się nad tym, choć opinie osób uczących się w takich miejscach mnie nie przekonywały. Wolałam dodatkowo wykształcić sobie inny zawód, bo zawsze warto mieć plan B w życiu. Studiowałam dziennikarstwo, na profilu „Reklama, design i komunikacja wizualna” i faktycznie przez jakiś czas pracowałam w zawodzie. Robiąc oczywiście zdjęcia przez cały czas, „po godzinach”. Po studiach przeprowadziłam się do Warszawy, gdzie pracowałam w przeróżnych miejscach – od programów telewizyjnych, po agencję eventową, portal internetowy itd.

Taka opcja była dla mnie dość dobra. Wtedy. Nie miałam wystarczającej pewności (albo raczej było we mnie sporo niepewności!), czy w ogóle zarobię jako fotograf, utrzymam firmę i tak dalej, dlatego praca na etacie była swego rodzaju „bezpieczną przystajnią”. No właśnie, do pewnego czasu!

Kiedyś musiał nadejść ten czas!

Jestem samoukiem, fotografia i retusz były dla mnie czymś, czego nauczyłam się bez niczyjej pomocy. Nikomu nie powiem tutaj, że było super łatwo, że „dasz radę, uwierz w siebie” i inne, podobne, „kołczingowe” frazesy. Wyznacznikiem sukcesu jest głównie praca i to, aby się po prostu nie bać iść pod prąd. Oraz ogromne samozaparcie i czasem bardzo duża, wewnętrzna siła. Dlatego nie będę tutaj pisać cukierkowych zdań o tym, jak to trzeba być pewnym siebie i to wystarczy. W praktyce jest zupełnie inaczej! Studia często dają tylko papier, a to właśnie umiejętności się wypracowuje i one pomagają dojść do tego, czego pragniemy.

Szukałam modeli i modelek, robiłam kolejne wystawy, a podczas studiów podejmowałam się wszystkich możliwych foto wyzwań.

Ex studenci od wszystkiego

Kariera dla ludzi po studiach (chyba w każdej profesji) jest bardzo podobna. Dajesz z siebie milion procent w nadziei, że ktoś to doceni, a rezultaty są dość oczywiste.

Od zawsze miałam wiele zainteresowań, rozwijałam swoje liczne umiejętności – pisanie, grafikę, interesowały mnie social media, fotografia i wiele innych aspektów. W tych wszystkich firmach chłonęłam wiedzę, wierząc, że stworzę coś oryginalnego, kreatywnego, tradycyjnie siedziałam po godzinach i czasem też po nocach. Z uśmiechem na twarzy stałam przy kserokopiarkach, z takim samym uśmiechem robiłam również szereg różnych rzeczy, które nie należały do moich obowiązków, ale „ktoś to musi zrobić”. Standard. Czasem na moje własne obowiązki nie starczało czasu. W tych wszystkich miejscach było super, do momentu. Sami wiecie, jakiego. Brutalne zderzenie z rzeczywistością, z systemem, którego nie przeskoczymy, bo jesteśmy tylko „dzieciakami, zaledwie kilka lat po studiach”. I w związku z tym nic więcej nic się nam nie należy.

Dlatego wracałam dzielnie po tych grubych nadgodzinach do obróbki swoich zdjęć. Albo z aparatem na kolejny event. Czułam w kościach, że to jest moja przyszłość, mimo że momentami było naprawdę ciężko to pogodzić.

Nie piszę tego, aby wzbudzić jakąkolwiek litość. Piszę to, by powiedzieć, że można. I ten przejściowy okres jest bardzo potrzebny. Czasami musimy spróbować wielu różnych rzeczy, aby dojść do tego, co naprawdę chcemy robić w życiu. Ja od zawsze wiedziałam, że jest to fotografia. I nadszedł w końcu moment, kiedy postawiłam na jedną kartę. Albo teraz, albo nigdy! Zostaję pełnoetatowym fotografem i koncentruję się na budowaniu swojej marki. To, co robiłam dla kogoś, zaczęłam po prostu robić dla siebie.

I uważam, że była to…

Najlepsza decyzja w moim życiu!

Fotografia to jest to, co kocham i w czym spełniam się w 100%! Cieszę się, że mogę prezentować światu swój styl i swoją estetykę, bardzo mnie fascynuje tworzenie nowych projektów. Uwielbiam współpracę z ludźmi, których spotykam, atmosferę na planie, na przeróżnych wydarzeniach i to, że ta praca jest tak dynamiczna. I zróżnicowana – dni na planie są intensywne, a dni spędzone w domu na obróbce – też, ale pozwalają się wyciszyć. Mimo dużej ilości pracy odnalazłam w życiu równowagę i spokój. Poza tym tryb pracy dla samej siebie jest czymś, co odpowiada mi jak nic innego. Jestem sobą i ustalam sobie taki tryb, jaki mi odpowiada. Intensywnie pracuję, a potem odpoczywam. Tworzę to, co oczywiście jest w oczach Klienta dobre, ale jednocześnie… jest dobre dla mnie! Nie wypuszczam spod swoich skrzydeł rzeczy wątpliwej jakości lub niezgodnych z moją estetyką. Wszystko, co robię jest w pełni moje i dopracowane.

Każdemu, kto boi się zaryzykować, mogę powiedzieć – nie ma się czego bać, jeśli robisz coś dobrze, na pewno znajdziesz odbiorców! Nie daj się nikomu stłamsić, wmówić sobie, że się nie nadajesz. To Ty powinieneś wiedzieć, jaką wartość ma to, co robisz.

A skoro robisz to dobrze, to na pewno ma dużą wartość!